Społeczność
blog.ekologia.pl   Publicyści   Tomasz Teluk   O co walczymy?
0

O co walczymy?

Polska chce renegocjacji Pakietu Klimatycznego, ponieważ politycy zdali sobie sprawę, że uwikłali się w realizację interesów gospodarczych obcych państw i w obecnej formie jest on zabójczy dla gospodarki.


Polska jako jedyny kraj nie zgodziła się na zaostrzenie kryteriów Pakietu Klimatycznego przez prezydencję duńską. Duńczycy zaproponowali 80 proc. redukcję emisji gazów cieplarnianych oraz zakaz używania paliw kopalnych w energetyce. Byłoby to destrukcyjne nie tylko dla polskiej gospodarki, ale dla poszczególnych gospodarek krajów europejskich. Aby dokładnie zrozumieć motywy naszego kraju, a także determinację krajów, które próbują narzucić odgórne i radykalne cele ekologiczne, trzeba zdać sobie sprawę, jakie interesy i jakie racje stoją za stanowiskami konkretnych krajów Unii Europejskiej.

Rola węgla w energetyce

Według World Energy Council zasoby węgla kamiennego na świecie szacowane są na 860 mld ton, z czego ponad 272 mld ton przypada na Europę i Eurazję. Największe pokłady węgla znajdują się w Stanach Zjednoczonych – 27 proc. i Rosji – 17 proc., a w Europie – na Ukrainie – 3 proc. i w Polsce, gdzie leży 2 proc. globalnych zasobów węgla. Zasoby węgla kamiennego i węgla brunatnego wystarczą na ok. 250 lat, czego nie można powiedzieć o ropie naftowej i gazie ziemnych, których może zabraknąć już za pół wieku.
Według World Coal Institute Polska, obok RPA, należy do najbardziej uzależnionych od węgla krajów świata. Ze spalania paliw kopalnych uzyskuje się ponad 90 proc. energii elektrycznej. Niewiele mniej od węgla zależne są Chiny, Australia, a także Kazachstan, Indie, Izrael czy Czechy. Globalną potęgą węglową są więc Chiny, gdzie produkcja węgla w ciągu ostatniego półwiecza zwiększyła się stukrotnie. Europa jest trzecim po Chinach i Stanach Zjednoczonych największym rynkiem węgla na świecie, co trzeba zaznaczyć, coraz bardziej zależnym od importu tego surowca.
Polska jest największym w Europie i 9. na świecie producentem węgla. Według danych Ministerstwa Gospodarki w 2010 r. wydobycie wyniosło 76 Mt. To prawie trzykrotnie mniej od Rosji i 38 razy mniej od Chin. Rosjanie, obok Indonezji i Australii są największymi eksporterami surowca, a największymi importerami w Europie są Niemcy i Wielka Brytania. Polska stała się także importerem węgla – głównie z Rosji, ale ze względu na coraz bardziej skomplikowane warunki wydobycia, rosyjski przemysł węglowy jest w dużej mierze zależny od importu polskich maszyn górniczych.
Węgiel po ropie naftowej jest drugim pod względem ważności surowcem energetycznym świata. Jednak jak donosi Financial Times, popyt na energie wytwarzaną z węgla jest równie sumy popytu na energię pochodzącą z innych źródeł – gazu, ropy naftowej, atomu i zasobów odnawialnych. Według Międzynarodowej Agencji Energetycznej, mimo przyjętych założeń, popyt na węgiel w Europie nie będzie malał, ani w krótkiej, ani w średniej pespektywie czasowej.

Polska nie zrezygnuje z węgla i gazu

Jest jasne, że dla takiego kraju jak Polska, zredukowanie zależności energetycznej od węgla z 90 proc. do nawet 20 proc. w 2050 r. jest po prostu niemożliwe. Oznaczałoby to zapaść całej gospodarki – drastyczny spadek PKB, horrendalną podwyżkę cen energii, a rezultacie bankructwo wielu przedsiębiorstw, masowe bezrobocie, zwiększone wydatki socjalne państwa, co mogłoby prowadzić do scenariusza znanego z Grecji. Już teraz wskutek rosnących cen energii, wiele polskich rodzin nie stać na płacenie rachunków za prąd czy gaz. Realnie rzecz biorąc możliwa jest natomiast stopniowa dywersyfikacja wytwarzania energii. Trzeba jednak powiedzieć jasno – polityka Unii Europejskiej, bazująca na dogmacie walki ze zmianami klimatu i zmuszająca kraje członkowskie do podporządkowania się dyrektywom wymyślanym w Brukseli jest błędna i szkodliwa dla gospodarek wszystkich krajów członkowskich.
Dotychczas energia wytwarzana ze spalania węgla kamiennego należała do najtańszych. Tymczasem unijna „dekarbonizacja” energetyki oznacza dla naszego kraju nakładanie nowych podatków na przemysł wydobywczy i konsumentów. Od stycznia bieżącego roku obowiązuje akcyza na węgiel i koks do celów opałowych, co zwiększy koszt konsumpcji węgla o ok. 10 dolarów za tonę.
Według przyjętej strategii, dywersyfikacja koszyka energii w Polsce będzie dryfować w stronę nowych siłowni korzystających z gazu ziemnego, co najmniej dwóch elektrowni jądrowych oraz elektrowniach bazujących na źródłach odnawialnych. Nie może być mowy jednak o jakiejkolwiek rewolucji czy rezygnacji z węgla. Radykalna zmiana zasilania energią całej gospodarki, z przyczyn praktycznych i ekonomicznych, nie może przebiegać tak, jak życzyłaby sobie tego Unia Europejska.
Bardzo duże nadzieje wiązane są w Polsce z wydobyciem gazu ziemnego i ropy naftowej ze źródeł niekonwencjonalnych. W Stanach Zjednoczonych, dzięki eksploatacji gazu łupkowego ceny cen gazu spadły o 85 proc. od roku 2005, a kraj stopniowo uzyskuje suwerenność energetyczną. Według koncernu BP USA osiągną samowystarczalność w zakresie wytwarzania energii już w 2030 r.
Tym samym torem chce iść Polska. Najnowsze badania Państwowego Instytutu Geologicznego ukazują realne zasoby gazu z łupków bitumicznych w Polsce na blisko dwa biliony metrów sześciennych. Mimo, że poprzednie prognozy były dużo bardziej optymistyczne, obecne zasoby wystarczyłyby nawet na 200 lat produkcji przy niezmienionym poziomie konsumpcji.

Dlaczego Unia naciska?

Mimo, że zarówno spalanie gazu, jak i siłownie jądrowe gwarantują znaczne obniżenie emisji dwutlenku węgla do atmosfery, czego tak usilnie domaga się Bruksela, poszczególne kraje – głównie Niemcy oraz Francja, protestują przeciwko budowie elektrowni jądrowych w Polsce oraz starają się wszelkimi drogami prawnymi zablokować eksploatacje gazu łupkowego w Europie.
Lęk przed energią atomową podsycany jest niedawną katastrofą w Fukushimie. Podobnie przeciwko gazowi łupkowemu wysuwane są argumenty ekologiczne. Jednak, aby poznać prawdziwe tło narzucania Polsce przejścia z energetyki węglowej na energetykę odnawialną, należy poznać interesy ekonomiczne krajów o najsilniejszej pozycji politycznej w UE.
Polityka klimatyczna jest forsowana przez kraje, które są liderami w dziedzinie technologii energetyki odnawialnej. Wyjątkiem jest Francja, gdzie ponad 78 proc. energii wytwarzają siłownie jądrowe.
Według Eurostatu produkcja energii z biomasy w 2010 to ok. 230 TWh. Jednak zwiększenie udziału tego typu surowców w koszyku energii jest już niemal wyłącznie możliwie przy zagwarantowaniu stabilnego importu, co kłóci się z europejską polityką zrównoważonego rozwoju – bowiem nie można efektywnie kontrolować wszystkich upraw, co prowadzi do częstych sporów z partnerami handlowymi, głównie z Azji (np. kontrowersyjne ograniczanie importu olejów palmowych).
Jeśli chodzi o energię pozyskiwaną z farm wiatrowych czy za pomocą ogniw fotowoltaicznych, to praktycznie w takich krajach jak Dania, Holandia czy Niemcy, kurczą się tereny, gdzie takie nowe elektrownie mogłyby powstawać. Pozyskiwanie ziemi pod farmy staje się coraz droższe – w Danii od 2003 r. nie udało się dokonać większych przyrostów mocy z elektrowni wiatrowych zlokalizowanych na lądzie. Podobny regres obserwuje się w Niemczech, gdzie z kolei zbyt słabe okazały się warunki wiatrowe i wiele inwestycji rozczarowało.
Wskutek powyższego, czołowe europejskie firmy – do niedawna najwięksi w świecie producenci turbin wiatrowych i ogniw fotowoltaicznych muszą szukać nowych rynków zbytu. Największym i najbardziej obiecującym dla nich rynkiem jest Polska. Według Urzędu Regulacji Energetyki liczba zainstalowanych mocy elektrowni wiatrowych przekroczyła w ubiegłym roku 1000 MW. Widząc potencjał rynku, wielu producentów uruchomiło w naszym kraju zakłady produkcyjne elementów wież i turbin wiatrowych.

Postęp opłacany z kieszeni podatnika

Powody, dla którego niemieckie, duńskie i hiszpańskie firmy zainteresowane są Polską jako rynkiem zbytu dla ich technologii, są właściwie dwa. Pierwszy to przymusowa realizacja przez nasz kraj unijnej polityki wobec zmian klimatu, zawartej w Pakiecie Klimatycznym. Kolejny to rządowe wsparcie dla projektów ekologicznych, czyli innymi słowy wspieranie zbytu zachodnich producentów pieniędzmi z kieszeni podatników.
Zyskują na tym największe światowe koncerny – producenci turbin wiatrowych z Niemiec, Danii i Hiszpanii, których można wymienić z nazwy. Opór przed sztucznie nakręcanym popytem wymuszany przez Unię Europejską, kosztem dobrobytu milionów polskich rodzin, musi budzić zrozumienie.
Jest jeszcze jeden aspekt, który uzasadnia determinację Niemiec czy Danii w zmuszaniu polskich podatników do zakupu produktów pochodzących z tych krajów oraz niewycofywanie się Unii Europejskiej z coraz bardziej skompromitowanej polityki klimatycznej.
Unia Europejska powoli zostaje wypierana z globalnego rynku energii odnawialnej przez firmy azjatyckie. Według raportu „Energetyka wiatrowa w Polsce, Europie i na świecie”, firmowanego przez Polską Agencję Inwestycji Zagranicznych, największym producentem energii z wiatru są Chiny, gdzie łączna moc elektrowni wiatrowych wynosi 44,7 GW, co stanowi 22,7 proc. światowego udziału. Tym samym firmom z Europy po piętach depczą już tacy giganci jak chińskie Sinovel, Goldwind, Dongfang Energy czy indyjski Suzlon. W 2010 r. Chińczycy zanotowali prawie 50 proc. wzrost przyrostu mocy z farm wiatrowych, podczas, gdy w Danii wyniósł on zaledwie 1,6 proc., w Hiszpanii 4 proc., a w Niemczech 5,6 proc. Powyższe całkowicie wyjaśnia desperacką postawę tych krajów wobec politycznego oporu Polski wobec Pakietu Klimatycznego.
Nadszedł więc czas na rewizję polityki klimatycznej Unii Europejskiej nie tylko dla Polski, ale także dla wszystkich krajów Europy, które w dobie kryzysu finansowego, muszą się zmagać z nieodpowiedzialnym narzucaniem wyśrubowanych strategii ekologicznych państwom narodowym.
Obecnie należy domagać się pełnej odpowiedzi na forum publicznym na następujące pytania: na jakich postawach naukowych formułowana jest polityka wobec zmian klimatu, jakie efekty przyniosła dotychczasowa polityka klimatyczna oraz jakie skutki gospodarcze wynikają z jej wdrażania.
Tylko odpowiedź na te trzy pytania pozwoli poznać prawdę i rzeczywiste motywacje, którymi kierują się politycy.
Ten wpis czytano 1844 razy.